O co chodzi z tą całą dyskryminacją homoseksualistów w kontekście zawierania małżeństw?
Wyszukiwarka
Kategorie
Archiwum
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010
- Marzec 2010
- Luty 2010
- Styczeń 2010
- Grudzień 2009
- Listopad 2009
- Październik 2009
- Lipiec 2009
- Czerwiec 2009
- Maj 2009
- Kwiecień 2009
- Luty 2009
- Grudzień 2008
- Listopad 2008
- Wrzesień 2008
- Sierpień 2008
- Lipiec 2008
- Czerwiec 2008
- Maj 2008
- Kwiecień 2008
- Marzec 2008
- Październik 2007
- Wrzesień 2007
- Sierpień 2007
- Lipiec 2007
- Czerwiec 2007
- Maj 2007
- Kwiecień 2007
- Marzec 2007
- Luty 2007
- Styczeń 2007
- Listopad 2006
- Październik 2006
- Wrzesień 2006
- Sierpień 2006
- Lipiec 2006
- Czerwiec 2006
- Maj 2006
Mam na imię Piotrek, rocznik '83. W czasach dla niektórych niepamiętnych, kiedy w świecie komputerów królowały Atari i Commodore, zainteresowałem się tym światem. Od gier i prostego programowania przeszedłem do własnej firmy programistycznej.
Dzisiaj, poza wszystkim co związane z IT, lubię Burger Kinga, grać na basie, Gdańsk, USA, wycieczki i muzykę. Interesuję się polityką, językami świata i państwami, a w wolnych chwilach czytam fantastykę albo oglądam kreskówki z narzeczoną. Piszę tutaj o wszystkim, co jest dla mnie ciekawe oraz warte uwagi i podzielenia się. Miłej lektury!




Komentarze do wpisu „Homoheterodyskusja”
Żeby małżeństwo to M+K a nie M+M lub K+K lub M.M.M.K-K-K :-D. Osobiście jestem przeciwnikiem tolerancji bo z definicji tolerancja to traktowanie „złego” jako „dobrego” (podobnie jak fałszywie „rozumiana” solidarność). Zwolenników tolerancji zapraszam do zwiększenia tolerancji we własnych układach hamulcowych… zasada zachowania pędu szybko wyeliminuje „niewłaściwy” element :-D
Znaczy, że wg. Ciebie homoseksualizm jest zły?
Bastet-milo: osobiście unikam rozróżniania w kateoriach „kościelnych” dobry/zły. Bardziej odpowiednim wg mnie jest właściwy/niewłaściwy w kwestii użycia. Odpowiedz sobie na pytanie: czy dwa litry wódki są „złe”? czy nóż jes „zły”? (nożem można smarować chleb lub wsadzić komuś w żebra) :-)... Małżeństwo rozwiązuje głownie kwestie dziedziczenia a kto co komu i gdzie wkłada w tzw „akcie seksualnym” to zupełnie inna kwestia. Na marginesie seks i miłość to dwa różne pojęcia.
To przestałam już rozumieć. W kontekscie homoseksualnych małżeństw twierdzisz, że jesteś przeciw tolerancji, bo to „traktowanie „złego” jako „dobrego””, a potem twierdzisz, że unikasz rozróżniania na dobro/zło?
A potem twierdzisz, że „Małżeństwo rozwiązuje głownie kwestie dziedziczenia” – więc o co chodzi z tym „złym/dobrym”, „właściwym/niewłaściwym”? Kwestie dziedziczenia są „dobre/złe”?
Jeśli już tak bardzo chcą tych związków legalnych to niech mają tylko niech nie nazywają tego małżeństwami ok? Związki partnerskie czy cholera wie jak, tylko nie małżeństwa bo małżeństwo jest tak jakby tylko i wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny.
I nigdy się nie zgodzę na prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Dlatego też w sumie obawiam się dać im prawo do zawierania związków bo zasada, dać komuś palec a będzie chciał całą rękę, z pewnością się tu sprawdzi.
Bastet-milo: zacznijmy od początku… co rozumiesz poprzez pojęcie „tolerancja”?
Bez żałosnej poprawności politycznej – homoseksualizm nie jest normalny i dlatego nie można pozwalać na śluby lub co gorsza adopcje tych ludzi
Krupier: problem w tym, że „małżeństwami” to to nazywają głównie przeciwnicy tych związków.
No i ja nie rozumiem, czemu rodzice zastępczy w postaci dwójki kochających się dorosłych ludzi (nawet tej samej płci) mieli by być gorsi od przepełnionego domu dziecka, gdzie ani dziecko nie jest specjalnie kochane, ani nie ma żadnych „prawidłowych wzorców męskich i damskich” (personel i tak przeważnie prawie w 100% babski). Przyjmuję do wiadomości, że jest społeczny sprzeciw, nie mam zamiaru jakoś aktywnie takiego zakazu protestować... ale za cholerę nie rozumiem…
Krupier: zgoda…bo przecież jest niby coś takiego jak http://pl.wikipedia.org/wiki/Konkubinat i na dodatek rejestrowany :-) więc po co małżeństwo?
@error777: Hasła „jesteśmy przeciwko homoseksualnemu konkubinatowi rejestrowanemu!” czy „jesteśmy przeciw cywilnym związkom partnerskim gejów!” byłyby mdłe. Nie mają tyle wyrazu, co „małżeństwo to mężczyzna i kobieta!” czy „nie damy gejom adoptować dzieci!”.
Jajcuś słusznie zauważa, że o „małżeństwie” (a ja dodam, że i prawie do adopcji) mówią nie tyle sami homo, co ich przeciwnicy. Wydaje mi się, że homo chcą prawa odwiedzin w szpitalu, chcą uproszczonego (i tańszego) prawa spadkowego, chcą rozliczania razem podatku, chcą prawa do odmowy składania zeznań obciążających w sądzie… To są proste, cywilne sprawy. Ale do tego ciężko się przyczepić, więc trzeba sięgnąć po coś mocniejszego. Więc się straszy ludzi wmawiając im, że homo chcą ślubu kościelnego, i że będą odbierać im dzieci i „zarażać gejostwem”.
Nie żeby to było jakieś nowe zjawisko. W końcu Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci i dolewają ich krew do macy.
@hoppke
Ta, jasne. I właśnie dlatego robią na swoich paradach raz po raz obrazoburcze „ceremonie małżeńskie”, wbijają się do katedry Notre-Dame w Paryżu, profanują świątynię i parodiują sakrament małżeństwa, a proboszczowi, który ośmielił się zaprotestować i wezwać ochronę dają po prostu w ryj. Przestańcie mydlić sobie oczy. Geje i lesbijki od dawna mówią i o małżeństwach na tych samych prawach co normalne, i coraz głośniej pytlują o adopcji.
Ślub czy cywilny, czy też kościelny, to zawsze złączenie mężczyzny i kobiety. Przywileje z niego płynące są ukierunkowane „pro-rodzinnie”. Zakładając, że gej+gej, tudzież lesbijka+lesbijka rodziny nie stworzą, nie widzę powodów do przyznawania im przywilejów należytych małżeństwu.
@mruwek: w każdej subkulturze masz oszołomów. Zgodnie z Twoją logiką możnaby uznać, że wszystkie babcie w beretach to agresywne furiatki, atakujące laskami każdego z aparatem (bo przecież nie tak dawno temu jakiś moher rozwalił laską aparat reporterowi TVN-u). Nie zapominajmy też o babci od „super partii”.
Uogólnianie na podstawie elementów skrajnych nie jest mądre.
„Zakładając, że gej+gej, tudzież lesbijka+lesbijka rodziny nie stworzą, nie widzę powodów do przyznawania im przywilejów należytych małżeństwu.”
A gdy masz w małżeństwie niepłodną kobietę lub mężczyznę, ew. (o zgrozo!) małżeństwo biorą ludzie, którzy dzieci mieć nie chcą (dewiaci!), to czy Twoim zdaniem oni również nie powinni mieć tych wszystkich udogonień?
mruwek: To, że parę gejów, czy lesbijek zrobi coś głupiego, to należy wszystkich tępić? Wyobraź sobie, że większość z homoseksualistów też potępia niepotrzebne cyrki.
A może uważasz, że każdy przypadek, gdy dwójka ludzi tej samej płci chce w bardziej odświętny sposób zaznaczyć początek swojego wspólnego życia, to od razu ‘obrazoburcza „ceremonia małżeńska”’? ‘Śluby humanistyczne’ par heteroseksualnych, pewnie też, bo nie w kościele i bez błogosławieństwa księdza?
> Wydaje mi się, że homo chcą prawa odwiedzin w szpitalu, chcą uproszczonego (i tańszego) prawa spadkowego, chcą rozliczania razem podatku, chcą prawa do odmowy składania zeznań obciążających w sądzie… To są proste, cywilne sprawy. Ale do tego ciężko się przyczepić, więc trzeba sięgnąć po coś mocniejszego.
To wszystko da się osiągnąć BEZ robienia całego dymu dokoła „związków partnerskich”. Odwiedziny w szpitalu to kwestia wpisania osoby na druczku – ot, niedawno musiałem upoważnić pisemnie Żonę do przeglądania mojej dokumentacji medycznej. Prawo spadkowe to kwestia „tylko” reformy podatkowej. Z odmową zeznań sprawa jest cięższa, bo logicznie rzecz biorąc ja wtedy mógłbym zacząć domagać się prawa do odmowy zeznań w sprawie kolegi, a jedynym argumentem przeciwko mojemu prawu mogłoby być to, że – excusez le mot – mu nie wsadziłem. A tak btw. czy konkubentowi przysługuje prawo do odmowy zeznań?
Generalnie lwia część z tego, o czym piszecie, może technicznie zostać zrealizowana bez dotykania w ogóle kwestii małżeństwa czy orientacji seksualnej – a w przypadku np. druczków szpitalnych realizacja czegoś takiego byłaby wręcz DUŻO PROSTSZA TECHNICZNIE. To, że prawie nikt o takich rozwiązaniach nie mówi, świadczy tylko o tym, jak wygląda „pokojowe nastawienie” i „chęć dialogu” tamtych „środowisk”. Ja, prosty homofob, odbieram to nie jako chęć dialogu, tylko jako chęć publicznego upokorzenia przeciwnika.
@torero: Zakładając, że jakimś cudem udałoby się pozmieniać prawo miałbyś sytuację, że to co hetero załatwiają jedną wizytą w urzędzie stanu cywilnego homo musieliby załatwiać podpisując -naście druczków w fafnastu różnych miejscach.
Małżeństwo jest o tyle kuszące, że załatwia wszystko za jednym zamachem — nie trzeba zmieniać prawa podatkowego, spadkowego i dziesiątek innych rzeczy, które nam teraz w ogóle do głowy nie przychodzą (jak np. zgoda na pobranie organów czy regulacje związane z ubezpieczeniami).
Inna sprawa, że boję się jednego — centralnego spisu par gejowskich w kraju. Wystarczy, że do władzy dorwie się jakiś wariat (w Polsce to dość realny scenariusz), a dane te mogą obrócić się przeciw homo.
Gdybym był gejem w Polsce, to pewnie wolałbym szarpać się z tym co geje mają teraz niż wpisać na taką listę. Tyle problemów było z RedWatch, wystarczy żeby spis związków gejowskich wyciekł do internetu i od razu by skinonaziści zaczęli polować na tych ludzi.
„Ja, prosty homofob, odbieram to nie jako chęć dialogu, tylko jako chęć publicznego upokorzenia przeciwnika.”
Mhm. No ja staram się nie widzieć w homo „przeciwnika” (nie wiem o co w ogóle miałbym z gejami czy lesbijkami walczyć).
A, konkubent ma w teorii prawo odmowy zeznań. Ale sądy potrzebują jakichś poszlak by uznać konkubinat — np. istnienia dzieci. Zresztą co się dziwić, w naszym społeczeństwie zakłada się, że jak facet mieszka z kobietą, to są kochankami, ale gdy facet mieszka z facetem, to może robi to tylko by oszczędzić na wynajmie mieszkania. Więc konkubinat homo mógłby skorzystać na jakiejś cywilnoprawnej deklaracji. Ale tu znowu pojawia się moja obawa przed tworzeniem „spisu gejów polskich”.
Hoppke: akurat małżeństwo jako instytucja ustalona w tzw. prawie była od zarania ludzkości, natomiast wszelkie inne formy aktywności seksualnej (zdrada, zoofila, pedofila… itp) były karane bardzo surowo i wręcz śmiercią. Aspekt seksualny to tylko fragment człowieka (ale nie ukrywam że ważny) lecz niewłaściwe użyty może poczynić poważne szkody osobie i otoczniu. Prawo można zmienić szybko lecz sposobu myślenia ludzi już nie. Zawsze będzie trwał podział na mniejszość/większość...
@error777: „natomiast wszelkie inne formy aktywności seksualnej (zdrada, zoofila, pedofila… itp) były karane bardzo surowo i wręcz śmiercią.”
Zapomniałeś dodać, że tylko w niektórych kulturach. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że kultury o których wspominasz były w mniejszości (aczkolwiek były agresywniejsze i z czasem zdominowały większość planety).
We współczesnych czasach w kulturze zachodniej uważa się np., że im większy penis tym lepiej. A tymczasem „rozpasani seksualnie” Rzymianie uważali duże penisy za coś śmiesznego, przystającego zwierzętom i barbarzyńcom, ale nie ludziom cywilizowanym. „Od zarania dziejów” ludzkie podejście do seksu było bardzo różne.
A skrajne traktowanie odchyłów to głównie wpływ religii monoteistycznych (z definicji mniej tolerancyjnych).
„Prawo można zmienić szybko lecz sposobu myślenia ludzi już nie.”
Święta prawda. Ale w Polsce może to być kwestią raptem jednego pokolenia… Czas pokaże.
Hoppke: no opisuję region Europy (prawo rzymskie… prawo starego testamentu). Oczywiście prawo sobie a mentalność ludzi sobie. Fakt są/były kultury w których nie ma „naszych” ograniczeń seksulanych… może polinezja? indie (Kamasutra)? Swego czasu/miejscach wiele żon/mężów też jest OK. Co do penisa tak samo jest z samochodem… lepiej jest mieć przed sobą „więcej” blachy :-)
error777: Prawo rzymskie? a z którego okresu? A Grecja to już nie europa?
http://en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality_in_Ancient_Rome
http://en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality_in_ancient_Greece
W szczególności, opisana tam pederastia dzisiaj często nazwana byłaby pedofilią. I wtedy jakoś nie była surowo karana, a nawet nie potępiana… Nie twierdze, że to było słuszne, ale twierdzenie, że kiedyś takie rzeczy były traktowane surowiej, jest po prostu nieprawdziwe. Bywało różnie — czasem za normę uznawano coś, co teraz dla nas jest przestępstwem i zboczeniem, a czasem surowo karano coś, co teraz jest raczej normą (np. seks oralny). Oczywiście różnice były nie tylko w czasie ale i w przestrzeni — po prostu w różnych kulturach przebiegało to inaczej.
@error777: ale przecież nawet w naszym kawałku Europy ludzie żyli sobie w najlepsze nim narzucono im odgórnie wiarę chrześcijańską. Przecież to na tym właśnie kawałeczku ziemi czciliśmy Kupałę (nim Kościół tego zabronił).
Rzymianie (ci od wspominanego prawa rzymskiego) lubowali się w orgiach, a starsi panowie za przyzwoleniem społeczeństwa sypiali z chłopcami.
A prawo starego testamentu opisuje również gwałty grupowe przeprowadzane „w imię Pana”. I zabijanie zwierząt/ludzi, by potem palić je na ołtarzach (Pan widać lubi zapach palonego białka).
Poza religią katolicką nie mamy za bardzo innych korzeni, na które możnaby się powołać w walce z gejami. Oczywiście Kościół Katolicki chciałby, by uznawać go za jedyne źródło naszej kultury i cywilizacji, ale tak to już jest z monoteizmem — dąży do monopolu w każdej sferze.
A, i nie musisz szukać egzotyki by znaleźć państwo, w którym nie ma tylu tabu seksualnych co u nas — wystarczy przejechać się do Niemiec, UK, Holandii czy USA.
Hoppke: W USA nie ma tylu tabu seksualnych co u nas?! Oj, grubo się mylisz. Może w Los Angeles i w Nowym Jorku, ale generalnie to Polacy są bardzo oświeceni w porównaniu do Amerykanów. U nas nikomu by nie przyszło do głowy, żeby wsadzać do więzienia kogoś za sprzedaż wibratora, albo karać wydawcę magazynu dla młodych mam za pokazanie mamy karmiącej piersią na okładce… W USA takie rzeczy się ciągle dzieją. Oczywiście nie w całych stanach, ale na większości terytorium tego kraju normy obyczajowe są dużo surowsze niż u nas. Tylko, że to nie ta Ameryka, którą nam Hollywood pokazuje (ale ta sama, która np. wybiera prezydenta USA).
Jajcuś: chodzi mi o prawo „pater familias”
Hoppke: gwałty w starym testamencie? no ciekawostka… daj jakiś namiar
USA jest specyficzne przez chorą poprawność polityczną. Z jednej strony tak, pismo może oberwać za swoją okładkę, z drugiej strony uczniaki upijające się i rżnące bez zahamowań podczas każdej „spring break” to też standard kulturowy (ba, wystarczy wrzucić „spring break” w images.google.com).
A motyw pierwszego seksu na tylnym siedzeniu auta? Toż to jedna z ikon bycia nastolatkiem w USA.
USA jest pełne sprzeczności, ale ogólna swoboda seksualna jest tam naprawdę duża. To, że pojawiają się też represje to już konsekwencja głupoty (tej samej, która pozwala pozwać sprzedawcę kawy za to, że nie ostrzega przed gorącą zawartością kubka). To złożony efekt.
@error777:
Tak na szybko przychodzi mi do głowy np. to:
http://solodruk.pl/Sdz/19.html
Można czytać od wiersza 16, w skrócie: są sobie podróżni, zatrzymują się w obcym mieście u jakiegoś faceta, w nocy pojawia się pod domem banda facetów chcących zgwałcić przybysza, gospodarz prosi ich by tego nie robili i w zamian ofiaruje im córkę gospodarza i żonę przybysza (czy też raczej nałożnicę, zależy od interpretacji) i zezwola robić z nimi „co tylko zechcą”. Banda się godzi, ale żona umiera wyczerpana całonocnym grupowym gwałtem. Mąż wiezie jej trupa do swojego domu, gdzie tnie ciało na 12 kawałków (można się było spodziewać, nie?) i rozsyła po całym kraju. THE END.
O, albo historia Onana. Dlaczego Bóg go zabił? Za onanizm, wiadomo. Ale dlaczego Onan się onanizował? Bo, jeśli dobrze pamiętam tę historię, Onan miał brata. Brat ten miał żonę. Bóg zabił owego brata za jakiś występek (nie pamiętam już jaki). Ojciec Onana uznał, że Onan powinien teraz zacząć sypiać z wdową po bracie, zapłodnić ją, a w ten sposób ona urodziłaby dzieci uchodzące za dzieci martwego już brata — doskonały sposób by formalnie nieboszczyk doczekał się jednak potomstwa (w jakim celu — cholera wie, może chodziło o jakieś rzeczy prawne).
Onanowi się to nie podobało. Seks z wdową po bracie? Po to, by fingować mu potomstwo? Nie mógł sprzeciwić się ojcu, więc zamiast tego onanizował się, by zmniejszyć swoją zdolność do prokreacji, a dla pewności uprawiał stosunek przerywany (szczegółowe opisy są gdzieś w tekście ST). I każde zbliżenie z wdową kończyło się porażką.
Rozgniewało to Boga, więc zabił Onana.
Jakiś czas potem wdowa zechciała mieć dziecko ze swoim teściem (ojcem Onana). W tym celu przebrała się za dziwkę przy drodze, on spotkał ją w drodze na targ, nie poznał, zapłodnił. I zapomniał o sprawie.
Po jakimś czasie ludzie donieśli mu, że wdówka po jego synu jest w ciąży, więc widać się puszczała. Rozkazał więc ją przyprowadzić celem spalenia. Na szczęście wskazała go jako ojca swojego dziecka, więc jej odpuścił i nie spalił (księga rodzaju 19).
A Lot? Ten od żony zamienionej w słup soli? Po tym, jak Bóg zniszczył całe miasto i jedynie Lot z rodziną uciekł (tracąc po drodze żonę), jego córki zrozpaczone śmiercią całego swojego ludu opłakiwały swój los (parafraza: „ach, nigdy już żaden mężczyzna nie zajmie się nami jak mężczyzna kobietą zająć się powinien”), po czym wpadły na pomysł — spiły ojczulka i dały się mu zapłodnić (wg. pisma on jest niewinny, winne są córki i alkohol – coś czuję, że we współczesnym sądzie takie wytłumaczenie by nie przeszło). Urodziły mu dwóch synów. Może i Bóg ich za to nie lubił, ale synowie ci dali początek dwóm silnym ludom — na tyle znaczącym, że Izrael był z nimi potem w stanie permanentnej wojny.
Wielka część Starego Testamentu to takie klimaty. Dziwne opowieści gloryfikujące przemoc w najróżniejszej postaci, a w najlepszym wypadku z otwartym zakończeniem i pozbawione moralnej oceny.
Ja tam na sprawę patrzę z ekonomicznego punktu widzenia. Związek kobiety i faceta ma ulgi prawne w zamian za potencjalną produkcję nowych obywateli, którzy będą potem płacić podatki itp. Związek homoseksulany takiej potencjalnej produkcji nie oferuje.
Natomiast w kwestii adopcji i wychowania ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo chyba za mało badań psychologicznych (dzieci znaczy się) zostało wykonane/opublikowane, żeby stwierdzić, że to „zawsze” powoduje lub nie jakieś problemy w rozwoju dziecka. IMO nie powinno, ale kij wie.
@Khorne: z tym, że np. parki lesbijskie dość często mają dzieci — jedna z pań musi tylko znaleźć dawcę nasienia i po sprawie (dawca nawet nie musi wiedzieć, że został ojcem…). Jeśli pan gej znalazłby sobie kobietę, która urodzi mu dziecko i przekaże pełnię praw, to przecież też wprowadza do społeczeństwa nowego podatnika, wychowuje go etc.
I fakt, że sprawy adopcji są słabo przebadane i chyba nieciekawie kontrolowane.
Ktoś pamięta, jak niedawno głośna była sprawa jakiegoś małżeństwa (Niemcy? Holendrzy? Francuzi? nie pamiętam nacji, ale gdzieś tu w Europie), które adoptowało sobie małą azjatycką dziewczynkę i po kilku latach(!) postanowiło ją oddać z powrotem do domu dziecka, bo nie tolerowała ich kuchni (pewnie przez genetyczną skazę alergiczną, jak to u skośnookich).
Hoppke: Wydaje mi się, że wciąż ekstrapolujesz to co widzisz w Hollywodzkich produkcjach na resztę USA.
Khorne: Jeśli chodzi o ekonomiczny punkt widzenia, to jestem w stanie przywileje dla praw heteroseksualnych częściowo zrozumieć (częściowo, bo uważam, że państwo nie musi się w ‘politykę prorodzinną bawić’, wystarczy, żeby pozwalało każdemu dbać o swoją rodzinę (jakkolwiek ją rozumie) jak chce). Dlatego nie jestem „za małżeństwami homoseksualnymi”. Jestem przeciwny ich przeciwnikom — ze względu jakich argumentów używają.
A co do problemów w rozwoju dziecka wychowywanego przez pary homoseksualne. Były takie badania (bo jednak na świecie sporo gejów i lesbijek wychowuje dzieci) i nie wykazały żadnego złego wpływu. Wykazały wręcz, że takie dzieci wcale nie mają większych skłonności homoseksualnych niż wychowywane w tradycyjnych rodzinach. Więc o co tyle krzyku? Bo komuś się wydaje?
Oczywiście będę przeciwko przyznawaniu homoseksualistom dzieci na siłę, szczególnie, gdy są innej, mniej dyskusyjne możliwości adopcji. Ale czemu geje czy lesbijki mieliby mieć zakaz wychowywania dzieci swoich albo krewnych (wujek lub dziadek gej może być najbliższą osobą dla osieroconego dziecka)?
Hoppke: no niezły opis. W kontekscie bibli słowo „obcować/poznać” oznacza stosunek/gwałt, szczególnie na przybyszach aby pokazać społeczną i kulturalną dominację... tak czy siak to tylko rodzaj „folkloru”. Ze swojej strony miałem na myśli cytaty z księgi kapłańskiej rodział 20 wers 13 ttp://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=112.
oj panowie, ktos przespal legalizacje zwiazkow homoseksualnych…
http://matekm.jogger.pl/2008/03/12/dowcipny-pracownik-urzedu-skarbowego/
Hoppke: Popisałeś, popisałeś i jakoś swojego, zwyczajnie durnowato rzuconego, stwierdzenia o „gwałtach grupowych w imię Pana” nie udowodniłeś. Może następnym razem warto się zastanowić, nim się zasieje (umyślnie lub nie – tego nie wiem) kłamstwo? A jak Ci moralnej oceny brakuje to zapraszam do pogłębienia lektury o Ks. Pwt. Prawa i Kapłańską (podlinkowaną zresztą przez errora).
Z tym „paleniem białka” też słabo trafiłeś, bo kilkukrotnie Bóg podkreśla (między innymi w psalmach), że wolałby „miłosierdzia niż ofiary” i tak naprawdę to te całopalenia są jak kit. Dobry jedynie z braku laku, bo lud jeszcze niezbyt zdążył się ucywilizować.
@mruwek: w ST znajdziesz kilka ustępów o gwałtach grupowych, które były „miłe Panu”. Sam poszukaj jeśli nie wierzysz — na zachętę przytoczyłem kilka podobnie drastycznych fragmentów, które lepiej pamiętałem.
„i tak naprawdę to te całopalenia są jak kit.”
Dlaczego Kain zabił Abla? Ano dlatego, że był zazdrosny o Boga, który bardziej lubił Abla niż Kaina. A dlaczego Bóg wolał Abla? Bo Abel składał Bogu ofiary z mięsa i krwi, a Kain „zaledwie” z warzyw i owoców. W Biblii znajdziesz też wiele historii osób, które były zabijane przez Boga za zaniechanie całopalenia koziołków i wołu. Starotestamentowy Bóg wcale nie jest miłością. Dopiero w NT Jezus robi mu lepszy PR.
BTW, Matrix w trzech częściach ma spójniejszą fabułę niż ST/NT, stąd w jednym miejscu będzie mówić, że ofiary nie są potrzebne, a w drugim kręcić noskiem że tylko dym z palonego mięsa jest miły niebu… Przecież w ST jest nawet ustęp sankcjonujący gwałty i branie kobiet przemocą na żonę (wystarczy zgwalconej zaplacic niewielkie odszkodowanie), i Bóg nie ma z tym najmniejszego problemu!
Wg. teologów chrześcijańskich to się nazywa „ciągłość Objawienia”. Że niby ludzie nie byli gotowi na całość, więc Bóg serwował im zasady po kawałku, aż do „pełni” w NT.
Oczywiście popełniają tutaj ten sam błąd co K. Marks w swojej teorii „ciągłej” walki klas i komuniźmie, który miał ją podobno zakończyć. No, ale przecież po NT są tylko apokryfy i inne herezje ;)
Jajcuś: skoro badania były, to dla nie ma już problemu ;-)
A jeśli chodzi o „politykę prorodzinną” to oczywiście się zgadzam, ale takie rzeczy jak prawo spadkowe, odwiedziny w szpitalu/więzieniu, występowanie w czyimś imieniu i tak dalej są przydatne i stąd potrzeba „rejestracji rodziny”.
Hoppke: primo: ST/NT jest bardziej interpretowalny niż polska ustawa o VAT... secundo: dosłowne interpretowanie X-tego tłumaczenia bez znajomości „ówczesnych realiów” i odnoszenie wprost do „obecnych realiów” jest bez sensu… tercjo: użycie jakiegokolwiek zdania w kontekscie „tak chce bóg” jest nadużciem służacym do trzymania władzy nad ciemnym ludem i usprawiedliwiania własnego poczucia winy… Co do Abla i Kaina to Abel był paserzem („keeper of sheep”) a Kain rolnikiem („tiller of the ground”). W starohebrajskim słowo „owca” w metaforycznym znaczeniu dotyczy „obfitości, radości, życzliwości…atmosfery dobrobytu”. Zatem ofiara Abla polegała na „tworzeniu ATMOSFERY dobrobytu” (bo tego bóg nie stworzył) a nie dosłownym paleniu mięsa lub zboża (bo to bóg stworzył sam), spowiedzi, rozgrzeszenia i ponownego czynienia skurwysyństwa… a tak many dzisiaj :-D… taki prosty Cod-God :-D
Taaak, zawsze gdy wyciagnie sie jakis niewygodny fragment Biblii to slysze, ze Slowa Bozego nie nalezy interpretowac DOSLOWNIE. Ze to tylko metafory, ze nieaktualne, ze dostosowane do realiow ktore juz nie istnieja (w takim razie moze usunmy te fragmenty, hmm? :)
Swoja droga dobrze sie dzieje, ze katolicy traktuja Biblie z przymruzeniem oka. Bo gdyby traktowali doslownie, to byliby rownie dobrzy co islamscy fanatycy.
Hoppke: samo pojęcie „interpretacja” już narzuca pewien kierunek „naginania prawdy”... heh może Mat(10,34-39) to wezwanie do jihadu :
)... swoją drogą tzw. „święte pisma” są ludziom po prostu potrzebne…jak jedzenie czy „moda na sukces” :)... Prosta różnica wiedza a wiara: już dzisaj „wiesz” że umrzesz a wciąż jesz śniadania. To jest najprostsza „wiara” i działanie wbrew naukowej „wiedzy”... :-DHoppke: jakoś nigdy czytając ST nie natknąłem się na takowe ustępy, więc jako, że Ty o takowych zapewniasz, poczekam aż je raczysz przytoczyć.
mruwek: ale mi się najzwyczajniej nie chce :)